"ja nigdy nie jestem zadowolona". oznajmia moja uczennica O.. "nigdy. zadowolona, ani taka, no, wesoła."
Jak wiecie, zajmuję się domowym nauczaniem gry na pianinie oraz języka hiszpańskiego. Piszę domowe nauczanie a nie korepetycje, gdyż nie pomagam w nauce ani nie podciągam do sprawdzianów szkolnych, po prostu prywatnie uczę, jako zajęcia dodatkowe. zdziwilibyście sie jaki jest popyt na takie zajęcia w takim niezbyt w sumie dużym i niezbyt w sumie bogatym mieście. Oczywiście, uczniowie są różni, rodzice również, ale najczęściej moi klientami są zamożni karierowicze, którzy chcą aby ich dzieci rozwijały się optymalnie. A poprzez optymalny rozwój rozumieją bezustanną stymulację, ciągłe dostarczanie bodźców, a przede wszystkim chorobliwe zaangażowanie w zagospodarowanie każdej sekundy życia dziecka w pożyteczny, rozwijający i edukacyjny sposób. dzieci mają więc prywatną szkołę od 8 do 14 codziennie. następnie dwa albo trzy zajęcia dodatkowe. codziennie. umówić się z nimi na lekcję prawie nie sposób bo dzwonią i oznajmiają, że ich dziecko ma czas w piątek pomiędzy 18:45 a 19:30. po tenisie i basenie.
renesans wychowania XIX-wiecznego- pianino i języki obce. plus XXwieczny rys sportowy- tenis, basen, karate. tenis jest stanowczo na topie. Plus XXI wieczny trening- akademia szybkiego czytania albo efektywnej nauki.
ale zostawmy napięty grafik przestymulowanych dzieci (choć szczyt szczytem była wymieniona wyżej uczennica która niemalże zasłabła podczas mojej lekcji o 18; po moich pytaniach okazało się, że po szkole była na basenie, następnie na tańcach, z których bezpośrednio przyjechała do domu na moje zajęcia, a obiad w szkole był o 12. no comments).
wracając do uczennicy O.:O ma 8 lat. mama lekarka, tata pracuje w Warszawie w firmie farmaceutycznej i wraca do domu na weekendy. wcześniej mieszkali w Wwie, ale przeprowadzili się do rodzinnego miasta żeby dziecko miało spokojniejsze życie (aha.). Mają 400 metrowy dom, w którym moja uczennica zajmuje całe piętro, ponad 100 metrów. Ma pokój do nauki, sypialnię z łożem małżeńskim plus size oraz bawialnię wielkości sporej sali zabaw. i łazienkę. Ferie zimowe na Florydzie. Szkoła prywatna, spełniane wszystkie zachcianki.
i - o, nie- nie chciałabym popaść w stereotyp jak to pieniądze szczęścia nie dają, albo jak to bogaci są nieszczęśliwi a biedni radośni. ale ośmiolatka oznajmiająca że nigdy, ale to nigdy nie jest zadowolona ani wesoła to naprawdę smutny widok. mówi to szczerze, z pewną obojętnością, obracając w rękach mini Ipada otrzymanego na komunię (nie prowadzę z nią psychoanalizy, było to ćwiczenie na hiszpańskim, polegające na opisaniu sytuacji w której czujesz się zadowolona/smutna/zła itd.).
Patrzę na ipada i pytam:
- no a wtedy kiedy dostajesz prezenty?
-ee tam. -mówi ona- prezenty są słabe. no na przykład dostałam mini Ipada a przecież już mam Ipada to po co mi drugi.
-no a w zasadzie po co ci Ipad?
-nie wiem, ale on jest drogi.
O bogowie.
Jak fatalnie się niektórzy ludzie poplątali.
teraz modna jest mantra, że każdy ma prawo robić/wychowywać jak uważa, bla bla. prawo to jasne że ma, póki się to z prawem nie mija. ale jak nasze postępowanie- lub jego efekty- stają się publiczne, daje to innym prawo do komentowania, oraz krytyki. krytykując kogoś nie odmawiam mu prawa.
co najwyżej zniechęcam się do kontaktów z daną osobą. porzucając na przykład lekturę bloga pewnej pani, która zostawiając dziecko z własnymi rodzicami, podgląda je na wyjściu przez kamerkę internetową. no łał.
ale, niestety, nie zrezygnuję z kontaktów z panną zblazowaną niezadowoloną. za dobrze mi płacą. o tempora, o mores.