Kończymy dziś chorobowy tydzień. Wszystkich oprócz małżonka trafiło- jakiś kaszlowo-katarowy wirus plus niestety problemy żołądkowe, osłabienie, gorączka. Dzisiaj ja mam się najgorzej, byłam całe rano w pracy ale po południu już nie dałam rady, nie chciałam też uczniów na prywatnej lekcji zarażać, bo kaszlę i kicham. Ada jeszcze osłabiona, bo ją trafiło przedostatnią. Starszaki właściwie ok, kaszlą i smarkają trochę.
No ale nie ma co narzekać- pierwsza choroba od roku.
No i antybiotyk nie był potrzebny. Teraz trzeba sie zregenerować.Wypływamy na powierzchnię, mam nadzieję.
piątek, 21 marca 2014
niedziela, 16 marca 2014
otocz (szyję) pętlą, czyli o polskiej edukacji
Powiem wprost i bez ogródek- jestem polską szkołą megarozczarowana jako rodzic.
Polską- bo nie chodzi mi o naszą konkretną podstawówkę, która jest miła, kameralna i raczej ok.
Mam na myśli polskie szkolnictwo, beznadziejną bryndzę, która nie nadaje się ani dla sześciolatków, ani dla siedmiolatków, ani dla dorosłych.
Oto koronne zasady rządzące polskim systemem edukacji (kolejnośc przypadkowa):
1) Repetitio est mater studiorum do obrzydzenia. Podręczniki, ćwiczenia, zeszyty ćwiczeń....obracanie w kółko tego samego zagadnienia na piętnaście rodzajów. materiał na frapujące prace domowe w rodzaju otocz pętlą, zakreśl kółeczkiem, zaznacz co nie pasuje, pokoloruj, pokoloruj, POKOLORUJ!. Moje dziecko, które kocha się uczyć, w wolnym czasie samo pisze sobie zadania matematyczne i je rozwiązuje, czyta na potęgę, studiuje encyklopedie, pasjonuje się nauką a do szkoły lubi chodzić bo każda forma nauki jest dla niej lepsza niż nic- nie cierpi odrabiania lekcji. Pytałam dlaczego (choć sama się tego domyślałam). Te zadania są nudne, powtarzalne, nie trzeba przy nich myśleć.
Polską- bo nie chodzi mi o naszą konkretną podstawówkę, która jest miła, kameralna i raczej ok.
Mam na myśli polskie szkolnictwo, beznadziejną bryndzę, która nie nadaje się ani dla sześciolatków, ani dla siedmiolatków, ani dla dorosłych.
Oto koronne zasady rządzące polskim systemem edukacji (kolejnośc przypadkowa):
1) Repetitio est mater studiorum do obrzydzenia. Podręczniki, ćwiczenia, zeszyty ćwiczeń....obracanie w kółko tego samego zagadnienia na piętnaście rodzajów. materiał na frapujące prace domowe w rodzaju otocz pętlą, zakreśl kółeczkiem, zaznacz co nie pasuje, pokoloruj, pokoloruj, POKOLORUJ!. Moje dziecko, które kocha się uczyć, w wolnym czasie samo pisze sobie zadania matematyczne i je rozwiązuje, czyta na potęgę, studiuje encyklopedie, pasjonuje się nauką a do szkoły lubi chodzić bo każda forma nauki jest dla niej lepsza niż nic- nie cierpi odrabiania lekcji. Pytałam dlaczego (choć sama się tego domyślałam). Te zadania są nudne, powtarzalne, nie trzeba przy nich myśleć.
2) Umiłowanie teorii: Nadchodzi jakaśtam pora roku, załóżmy wiosna, więc nasz podręcznik (i zeszyt ćwiczen, i ćwiczenia do ćwiczeń) będzie międlił do mdłości temat nadchodzącej wiosenki. Otocz pętlą oznaki wiosny, zaznacz oznaki wiosny, naucz się o oznakach wiosny. I siedzą te dzieci w klasie, słońce wiosenne przegrzewa je przez szyby i pracowicie otaczają kółeczkiem drukowanego przebiśniega. A my tymczasem myk! na wagary nad jezioro, w cztery godziny odznaczyliśmy takie oznaki wiosny którym sie nawet podręcznikowi nie śniło- samodzielnie i na żywo. Rozumiem,klimat podzwrotnikowy można dzieciomj pokazać na fotografiach. Ale zlitujmy się, krokusy??
3) Umiłowanie schematu, czyli pytania typu "prawda, że":jest to mój ulubiony, nasz, krajowy typ pytań, polegający na założeniu że wiemy z góry co nasz rozmówca odpowie, a jedynym celem naszego pytania jest wspólne, relaksujące po-potakiwanie sobie nawzajem. Tak też działa polski system edukacji. Z każdej strony materiałów edukacyjnych wyziera ZAŁOŻENIE. Uczniowi nawet przez przypadek nie jest dane nic odkryć (a zwykle sześciolatka nie interesuje że ktoś to już zrobił przed nim; dla niego odkrycie to odkrycie, eureka!), trzysta tysięcy ćwiczeń na to samo poprzedza zdanie z którego jasno wynika co ma wyjść, co się okaże. Od matematyki po przyrodę. Przy dwustronnym "poznajemy liczbę 14" jest 5 zadań których wynikiem jest 14. Nela nie chce ich zrobić bo wie że wyjdzie 14- podobnie jak wyszło 13 przy poznawaniu 13 etc.
4) The leading voice czyli system rządzi! : rządzi i prowadzi system edukacji. Niepodzielnie i nieodwołalnie. Niektórzy uczniowie są przezeń ciągnięci za włosy, niektórzy na siłę przytrzymywani w miejscu- i nie chodzi mi o to kto tam daje radę ze szlaczkami. Chodzi o zapomniane zjawisko zwane GŁODEM WIEDZY. Jeśli biedne dzieciątko, zachwycone liczbą 14 zechce zapytać co jeśli napiszemy 5 zamiast 4; jeśli nie porzuciło jeszcze naturalnego dla człowieka sposobu poznawania poprzez ciąg pytań samodzielnie skojarzonych (każdy rodzic wie jak łatwo można dojść od bułki na stole do zagadnień wszechświata)- ma przerąbane. 15 pozna dopiero gdy zrobi sto ćwiczeń na 14; o wszechświecie będzie w drugiej klasie, a bułkę nieważne jak sie robi, ważne że jest okrągła a uczymy się o kółeczku drogie dzieci. Nauka ma być PO KOLEI i BROŃ BOŻE MIMOCHODEM. Szkoła zbyt poważną instytucją jest, żeby podążać za dziecięcym umysłem.
Niektóre rzeczy tak łatwo byłoby zmienić. A w każdym razie nie wymaga to wielkich inwestycji finansowych. Wziąć te dzieci w plener, przynieść im plener do rąk, niech powąchają, poczują, przesypią, dotkną. Zważą, pomyślą, wydedukują. Zostaną potraktowane poważnie, one i ich potrzeba wiedzy. Niech będą potraktowane poważnie. To nie wymaga kosmicznego czesnego szkoły prywatnej- bo przecież prywatne szkoły realizują takie rzeczy- mnie na nią nie stać. Cieszę się że są tacy którzy mogą z tego skorzystać, ale ileż można by wprowadzić do szkoły już teraz, wystarczyłoby trochę dobrej woli, zapału, wiosny, zdjęcia z nauczycieli tego nudziarskiego zamordyzmu.
Zastanawiałam się nie raz nad edukacją domową; tyle że moje dziecko na przekór lubi chodzić do szkoły. Z czego sie cieszę oczywiście. Ale większość rozwoju to to, co robimy w domu. Przede wszystkim to, co robi ona sama, a my za tym podążamy.
Najgorsze jest to, że to się robi na samym wstępie. Kiedy można by niektórych nauczyć, a w innych- nie zabić miłości do nauki.
czwartek, 13 marca 2014
na wagarach- wiosna na ścianie wschodniej!
Wybraliśmy się dzisiaj całą piątką na wagary :) Dzieci urwały się ze szkoły; Adam miał wolne, ja dopiero na 16 na lekcje. Zamiast oglądania zdjęć w podręczniku, mieliśmy lekcję przyrody na żywo: poszukiwanie oznak wiosny! Zarejestrowaliśmy:
-bociana w locie!
-klucz lecących i hałasujących żurawi,
- multum motyli; brązowych i żółtych
- pszczoły, mrówki i biedronki
- kotki na wierzbie i na leszczynach
-krokusy i przebiśniegi
- pączki liści
- zieloną, nową trawkę
- oszałamiający ptasi świergot
Oraz ogólną pełnię szczęścia! Zobaczcie sami (uwaga, dużo zdjęć ;)):
-bociana w locie!
-klucz lecących i hałasujących żurawi,
- multum motyli; brązowych i żółtych
- pszczoły, mrówki i biedronki
- kotki na wierzbie i na leszczynach
-krokusy i przebiśniegi
- pączki liści
- zieloną, nową trawkę
- oszałamiający ptasi świergot
Oraz ogólną pełnię szczęścia! Zobaczcie sami (uwaga, dużo zdjęć ;)):
niedziela, 9 marca 2014
krótko i niepoważnie
Biegania drugi tydzien dziś zakończony, od dziś wskoczyłam w plan treningowy, którego założeniem jest odświeżenie daaawno odłożenego na półkę uczestnictwa w biegach publicznych i pobiegnięcie 10 kilometrów w połowie kwietnia. Buty kupiłam w Biedrze, jak poprawię wyniki, kupię sobie w nagrodę lepsze ;) poza poprawą kondycji i wytrzymałości wyglądam o wiele lepiej- brzuszek sie wciągnął, mięśnie wzmocniły, talia pojawiła, normalnie odnowa biologiczna :)
poza tym nie jem słodyczy do końca Wielkiego Postu, mało luterskie takie poszczenie, jednakowoż żadnych łask nie pragnę sobie tym wyjednać, poza może mniejszymi obwodami tu i ówdzie ;-) więc ujdzie. pieniądze które wydawałabym na słodycze pójdą do skarbonki diakonijnej dla potrzebujących. nie muszę wam chyba mówić, że od środy wszędzie, absolutnie wszędzie wyświetlane są reklamy czekolady, pachnie z każdego bilboardu, pręży swe obłe kosteczki na ekranie tvnplayera gdzie oddaję się rozkoszom oglądania kuchennych rewolucji. luterski skądinąd ewedel zagląda mi w oczy we śnie. ale ostatnio naprawdę przeginałam z tymi słodyczami, czas na detoks bezwględny.
odmierzam czas do ostatniego weekendu marca, kiedy mam nadzieję znaleźć się na Tarnicy :) szukamy teraz jakiejś fajnej kwatery w Ustrzykach na dwa dni.
Kwiatki na dzień kobiet kupiłam sobie sama, podobnie jak prezent- spódnicę. Nie widzę nic złego oczywiście w panach biegających po kwiatki, ale jakoś wolę sama. kupiłam też kwiatka Neli, Ada to póki co masakratorka innch żywych organizmów. Julian wnosi o Dzień Mężczyzn. Mój syn jest prawdziwie równościowy, ot co.
Miłej niedzieli!
niedziela, 2 marca 2014
za ścianą (wschodnią)
my na ścianie wschodniej, a za ścianą ...stresa mam, naprawdę. Może i w Polsce sami bohaterowie, co to chcą na wojnę z Putinem iść uzbrojeni w nożyki kuchenne, ale ja na bohaterkę się nie nadaję. Boję się o moje dzieci, o moje życie. Boję się wojny. Oczywiście wojny toczą się na świecie non stop; nie jest tak, że nic mnie one nie obchodza- nie mogę wiele poza współczuciem. Natomiast- tak, nie wstydzę się tego przyznać- kiedy wojna jest tuż za ścianą, boję się o własny tyłek.
a poza tym życie chwilowo toczy się dalej.
Od tygodnia biegam, codziennie. Na spokojnie rozkręcam sie- wczoraj i dziś 3 kilometry przebiegnięte. Fajne to jest.
Kiedy biegam i kiedy śpiewam w chórze jestem bardzo sobą, w innym świecie, oderwana od tego co czasem bardzo mnie męczy.
szukam puenty ale puenty brak. dobrego tygodnia!
a poza tym życie chwilowo toczy się dalej.
Od tygodnia biegam, codziennie. Na spokojnie rozkręcam sie- wczoraj i dziś 3 kilometry przebiegnięte. Fajne to jest.
Kiedy biegam i kiedy śpiewam w chórze jestem bardzo sobą, w innym świecie, oderwana od tego co czasem bardzo mnie męczy.
szukam puenty ale puenty brak. dobrego tygodnia!
sobota, 15 lutego 2014
jutro przepustka
Sobotnie śniadanie: pancakes z syropem klonowym :)
Ada. Dziecko-determinacja.
Wiosna idzie!
My trampiary :)
Było cudnie, było żmudnie, było na granicy cierpliwości. Wszystko jednej soboty.
A jutro przepustka. Z samego rana odwozimy dzieci do warszawskich, stęsknionych dziadków; potem nabożeństwo a po nabożeństwie- miasto jest nasze! Drżyj Warszawo nadchodzą wyposzczeni rodzice!
W planach miejska łazęga i hipsterski knajping. Czyli to co w Warszawie udaje się najlepiej.
Dobrej niedzieli!
czwartek, 13 lutego 2014
wir
wciągnął mnie po feriach wir codzienności; zmienił nam się nieco plan, więc już drugi tydzień poświęcam na ogarnięcie czterech planów: mojego (szkoła+lekcje prywatne), dwójki dzieci (zerówka+pierwsza klasa) i męża (aplikacja). Plus opieka nad Adą- nasza, na zmianę, raz w tygodniu na 3 godziny moja mama. Na razie, bo potem zaczną się Adama praktyki. W tej chwili część pracy może robić w domu.
Julkowi zmienił się plan w szkole; nigdy nie pojmę dlaczego na świecie szkoła może mieć stałe godziny lekcji a u nas co klasa, co dzień tygodnia to inne błyskotliwe pomysły.
W ramach szkoły oboje chodzą na basen; niestety od tego semestru w dwa różne dni, co oznacza że już dwa razy w tygodniu muszę pamiętać o posiadaniu i naszykowaniu wszystkich rzeczy. Z zajęć dodatkowych na razie korzysta tylko Nela- w tym semestrze chodzi na taniec nowoczesny (organizowany na szczęście w szkole, po lekcjach) i ma lekcje wiolonczeli. Obie rzeczy wybrała Nela i będzie je ciągnąć dopóty, dopóki będzie ją to interesowało. Poza tym i Nela i Julek chodzą w piątek po południu na religię do parafii, Adam ich wozi a ja odbieram wracając z pracy.
Logistyka prania, pakowania i dawania jeść jest powalająca.
A ja postanowiłam też zrobić coś dla siebie i wczoraj byłam po raz pierwszy na próbie parafialnego chóru. To mój mały wstydliwy sekrecik- uwielbiam śpiewać w chórze :)) w ogóle uwielbiam wszelkiego rodzaju wspólne muzykowanie. Udało mi się tak poustawiać zajęcia że próby mi pasują. Jest świetnie!-i czekam już na kolejną środę.
Poza tym cóż- kilka udanych polowań w ciuchlandzie, gotowanie pyszności (dziś mąż ugotował genialne danie a la tagine), weekendy z miejską włóczęgą i pyszną kawą, czytanie, zażegnana małżeńska sprzeczka, miłe wieczory. Wyjątkowo łagodnie znosimy tę łagodną zimę :)
Dziś reportażowo; na wyżyny tematyczne wzniosę się niebawem :)
Julkowi zmienił się plan w szkole; nigdy nie pojmę dlaczego na świecie szkoła może mieć stałe godziny lekcji a u nas co klasa, co dzień tygodnia to inne błyskotliwe pomysły.
W ramach szkoły oboje chodzą na basen; niestety od tego semestru w dwa różne dni, co oznacza że już dwa razy w tygodniu muszę pamiętać o posiadaniu i naszykowaniu wszystkich rzeczy. Z zajęć dodatkowych na razie korzysta tylko Nela- w tym semestrze chodzi na taniec nowoczesny (organizowany na szczęście w szkole, po lekcjach) i ma lekcje wiolonczeli. Obie rzeczy wybrała Nela i będzie je ciągnąć dopóty, dopóki będzie ją to interesowało. Poza tym i Nela i Julek chodzą w piątek po południu na religię do parafii, Adam ich wozi a ja odbieram wracając z pracy.
Logistyka prania, pakowania i dawania jeść jest powalająca.
A ja postanowiłam też zrobić coś dla siebie i wczoraj byłam po raz pierwszy na próbie parafialnego chóru. To mój mały wstydliwy sekrecik- uwielbiam śpiewać w chórze :)) w ogóle uwielbiam wszelkiego rodzaju wspólne muzykowanie. Udało mi się tak poustawiać zajęcia że próby mi pasują. Jest świetnie!-i czekam już na kolejną środę.
Poza tym cóż- kilka udanych polowań w ciuchlandzie, gotowanie pyszności (dziś mąż ugotował genialne danie a la tagine), weekendy z miejską włóczęgą i pyszną kawą, czytanie, zażegnana małżeńska sprzeczka, miłe wieczory. Wyjątkowo łagodnie znosimy tę łagodną zimę :)
Dziś reportażowo; na wyżyny tematyczne wzniosę się niebawem :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























